Wpis

niedziela, 20 stycznia 2013

Zerwała ze mną. Rzuciła mnie była dziewczyna

Zerwała ze mną, tuż przed sylwestrem, dokładnie w sobotę, 29ego. A jeszcze tydzień wcześniej wszystko było super, zrobiliśmy własną wigilię, nim pojechaliśmy do rodziców. Jestem na wybiegu ze studiów już, byliśmy zaręczeni, zaręczyny zostały zerwane przez moją byłą w połowie listopada, ponieważ nie planowaliśmy ślubu i przyszłości wg niej. Co mogę powiedzieć? Stało się to nagle, z dnia na dzień, jako efekt głupiej kłótni. Rzuciła mnie, bo w święta zbyt rzadko się spotykaliśmy, poświęcałem jej zbyt mało uwagi, ponoć zbyt mało mi na niej zależało. To był powód wybuchu, taki kamyk, który poruszył już przygotowaną lawinę. Czy ma kogoś? W dniu, kiedy mnie rzucała nie miała, tego jestem pewien. Teraz… Nie wiem. To był skomplikowany związek – przez pierwsze kilka miesięcy mieszkaliśmy w jednym mieście, ale w oddzielnych domach, potem rok dojeżdżania, rok mieszkania razem, teraz znów pół roku dojeżdżania na trasie Gdańsk-Wawa. Mieszkała ze mną w Gdańsku. Niestety jej rodzice od zawsze byli mi przeciwni, gadali na mnie, w te święta nawet jej ojciec wyrzucił mnie z domu.
Kiedy już mnie rzuciła, stwierdziła że jestem zbyt oszczędny dla niej, zbyt materialistyczny, że patrzę tylko na pieniądze. Tak, jestem materialistyczny. I nie, nie patrzę tylko na pieniądze. Oprócz tego powiedziała, choć często wyjeżdżaliśmy z plecakami pod namioty, że ją to nie kręci, że jej się to nie podoba i ma dość. Że nie lubi włóczenia się z plecakiem na plecach, że to jej uwłacza, że nie ma już ochoty na nic takiego w swoim życiu. Odmówiłem jej na początku listopada, kiedy znalazła Groupon na pensjonat w górach. Pomysł na wyjazd wypłynął nagle, zabrałem pełno tobołów na plecy i ruszyłem do niej stopem przez Polskę, a ona mi w połowie drogi, kiedy dźwigam ciężary na ten wyjazd, mówi że jednak jest przeziębiona i znalazła Groupon. Wkurzyłem się i powiedziałem że nigdzie nie jedziemy, ponieważ mogła to powiedzieć zanim zabrałem tyle rzeczy ze sobą zbędnych.
Powiedziała że jestem toksyczny. Po zerwaniu, dwa tygodnie po nim dopiero i że dopiero teraz to zrozumiała. Czy jestem toksyczny? Nie mam pojęcia. Byłem zazdrosny, nie pozwalałem jej się spotykać z chłopakami, ale ona zawsze chciała się spotykać tylko z nimi – dziewczyna przyzwyczajona do posiadania kumpli. Potem przestałem na to tak narzekać, zacząłem to powoli akceptować. Strzelałem fochy o głupoty, ale ona też. Potrafiłem jej ponoć moim komentarzem zepsuć wyjście, prezent od kogoś, zawsze mi się nic nie podobało. Z drugiej strony ona się ze mną pokłóciła, kiedy w klubie w tańcu po prawie trzech latach związku złapałem ją za pupę…
Ponoć mi nie ufa, choć w różnych etapach zrywania mówiła mi, że nadal mnie kocha, że może do siebie wrócimy, że trzeba to przemyśleć, że coś tam. Zawiodłem kiedyś jej zaufanie, bo stanąłem przeciwko niej w momencie, kiedy powinienem ją wspierać. Było to półtora roku temu. Wpadliśmy. Najpierw się ucieszyliśmy, zaczęliśmy szybko szukać pracy, by wziąć na siebie odpowiedzialność, potem… Zrobiłem awanturę przed gabinetem Ginekologa, bo nie chcieli mnie wpuścić. Nie wiedziałem wtedy o co chodzi, kojarzyłem z filmów, że obydwoje rodzice są przy potwierdzeniu ciąży… Nie wiedziałem jak to wygląda. Ginekolog poddała wtedy w wątpliwość, czy na pewno jesteśmy gotowi na dziecko. I lawina ruszyła. Zaczęliśmy nad tym myśleć, znaleźliśmy rozwiązanie, nie byłem przekonany, poszedłem do pracy i tam w ciągu tych ośmiu godzin stwierdziłem, że jak nie jestem przekonany, nie możemy tego zrobić, a na ten dzień z byłą zaplanowaliśmy rozwiązanie. I jak przyszedłem, powiedziałem, że powinniśmy to jeszcze przemyśleć, ona się wściekła „Teraz to już za późno.” I to zrobiła. Nie mogłem się tego dnia z tym pogodzić, miałem myśli samobójcze, był to bardzo ciężki wieczór. Ponoć nigdy mi tego nie wybaczyła, że wtedy stanąłem przeciw niej.
Dziewczyna złoto – zorganizowana, na co dzień oszczędna, smukła, zgrabna, ambitna, uwielbia gotować,zgadzaliśmy się ze sobą w dziesiątkach kwestii. Dużo wspólnych zainteresowań, choć ona nie miała własnych – ponoć moja wina, niby odrzucałem wszystko, czym się próbowała zainteresować, ale to nieprawda. Przynajmniej nie do końca. Uwielbiałem spędzać przy niej czas. Miałem swoje zainteresowania, realizowałem je sam, ale czas przy niej… Był zawsze niesamowity. Uwielbiała seks, kochała mnie. Choć przez ostatnie półtorej roku mieliśmy trochę kryzysów, depresji i innych świństw. Ale trzymaliśmy się, a ostatnio mówiła, że nawet wróciliśmy do tego, jak było dawniej, że się bardziej staram, ona czuje potrzebę starania się, Po tym zerwaniu zaręczyn ponoć zaczęło się w końcu lepiej układać niby.
Zerwała ze mną smsem, po kłótni, o której wspomniałem.. Przyjechałem do niej, prawie ze mną nie chciała gadać. Kazała mi wyjść. Nie mogłem nic zrobić, porządku pilnował jej ojciec. Nie mogła mi zaufać już, to wtedy mówiła.
W sylwestra do niej pojechałem, do Wawy, bo tam się na niego wybrała, to było dwa dni później. Z samego rana, po radach wszystkich dookoła byłem męski, zorganizowany, rozpisałem co jest moje, co jej, chciałem jej pokazać, co znaczy ta decyzja. Podzieliliśmy się wszystkim, porozmawialiśmy, ona płakała, wsparła się na moim ramieniu… I tyle. Wyjechałem pół godziny później, bo tak powiedziała, tak chciała. Nie naciskałem, żeby rozumiała, że zamierzam uszanować jej decyzję. Kilka dni temu przez telefon powiedziała mi, że gdybym wtedy przyjechał z kwiatami, zamiast przygotowania do rozstania, wróciłaby do mnie. Gdybanie.
Potem dzwoniłem, rozmawiałem.Myślałem o tym jak odzyskać dziewczynę, którą wciąż kocham. Okazało się przy zerwaniu, że w święta dużo czasu siedziała z dziećmi, miała depresję, a ja jej nie wsparłem, byłem daleko i zrzędziłem, a kiedy chciała się ze mną tym podzielić, odrzuciłem ją. Ponoć znalazła jakąś książkę, która mogła nam pomóc z rozwiązaniem problemu, o którego istnieniu nie wiedziałem, dopóki się przede mną w te święta nie otworzyła. Było za mało rozmów o tym, co zrobiliśmy. Postanowiłem ją wesprzeć teraz, poprosiłem o tę książkę, przeczytałem całą i wiele z tego zrozumiałem. Powiedziałem jej o tym, ona dzień później do mnie zadzwoniła, że też całą już ukończyła i… I powinniśmy poczekać, dać sobie oddech do końca sesji. Stwierdziłem, że to uszanuję, ale strasznie mi jej brakowało, w końcu tydzień później zadzwoniłem, jeszcze odnośnie kilku rzeczy na początek, potem przeciągnąłem rozmowę w to jak bardzo mi na niej zależy, nagle się okazało że rzucam już grochem o ścianę. Ona zaczęła nowe życie, jest wolna, ma dużo wolnego czasu, ograniczałem ją, byłem toksyczny itd itp. Powiedziałem że myślałem o przyjechaniu do niej, to był ten czwartek, ona powiedziała nie. Mimo to przyjechałem, ona nie wpuściła mnie do domu i o 23 szukałem noclegu u kogokolwiek w Wawie. Była zimna. Zobaczyłem ją następnego dnia, to był koniec, wypchnęła mnie z mieszkania po tym, jak podała mi ostatnie z moich rzeczy.
Zrobiłem po zerwaniu jedno straszne głupstwo, straszne chamstwo i nie wiem co jeszcze. Miałem zapisanego jej maila w kompie, zdarzało mi się na niego wejść. Nie mam nic na usprawiedliwienie poza tym, że tęskniłem za czymkolwiek, co było z nią związane. Nie potrafiłem żyć, nie wiedząc, czy jest szczęśliwa, czy zdołowana. Prawdopodobnie w ten czwartek albo piątek to zauważyła i zmieniła hasło, ale było to już po naszej rozmowie telefonicznej, to pewne. Wiem, to było chamskie, nigdy w życiu bym tego nie zrobił, gdyby ona z dnia na dzień nie przestała się do mnie odzywać. Nie chciała nawet powiedzieć, jak się czuje, czy jest zdrowa, czy cokolwiek, a ostatnie trzy lata byliśmy tak blisko siebie…
Teraz już siedzę w ciszy. Jestem sam, ale jak co wieczór, od kiedy się rozstaliśmy, spotykam się ze znajomymi. To też ją zezłościło. To miał być dowód, że mi nie zależy, a ja po prostu w ten sposób zwalczałem cierpienie.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
alpha1982
Czas publikacji:
niedziela, 20 stycznia 2013 16:05

Polecane wpisy